Przejdź do głównej zawartości

Posty

Poranne zorze, poranne zorze, gdy idę w Sopocie nad morzem...

O 4.40 obudził mnie dzwonek w komórce.
Czas zbierać się do lekarza, pomyślałam patrząc w sufit.
Po czym, stwierdziłam że w sumie to pierdolę tę przychodnię,  pierdolę babki z rejestracji, które nigdy nie odbierają telefonów,  pierdolę mróz i zimę za oknem, pierdolę kaca poprochowego i kapcia w gębie sponsorowanego przez te same leki, pierdolę psychiatryk, który już dawno powinien przesłać mi wyniki badań i  tym samym uniemożliwić mi zbieranie się o 4 nad ranem na TAKIE SAME BADANIA. , pierdolę mój poziom litu we krwi.  Pierdolę moje nerki i tarczycę.  Szczerze pierdolę mój chad, srad, czad i inne skróty, które mnie dotyczą w psychiatrii Ostatecznie, doszłam do konkluzji pt. Kurwa, najwyżej umrę.
następnie, przewróciłam się na drugi bok i zasnęłam jak dziecko.


Najnowsze posty

Problem ze znajomymi i przyjaciółmi polega na tym, że trzeba mieć na nich siły.

Odcinam się.
Od wszystkich.
I od wszystkiego.

Ludzie piszą do mnie na facebooku, by sprawdzić, czy żyję. Ze dwie osoby nawet zadzwoniły...
Problem ze znajomymi i przyjaciółmi polega na tym, że trzeba mieć na nich siły. Ja, w każdym razie, nie umiem tylko nieustannie brać i brać, zarzucać swoimi problemami. A ludzie jak to ludzie. Każdy dźwiga swój syf i  czasami potrzebuje w tym wsparcia.
Nie mam na to ochoty.
Po prostu.
Zwyczajnie.
Wolę, w takiej sytuacji, zwinąć się w kłębek i przeczekać ten najgorszy okres. W sumie to trochę śmieszne, bo istnieje jedna osoba, z którą chciałabym,  w tej chwili, pogadać, ale z kolei ona ma mnie w dupie. Wszystko w naturze dąży, jak widać, do idealnej harmonii.
Przesiaduję trochę dłużej niż zwykle przed lapkiem, jem za czworo, kładę się o 2 nad ranem. Zapominam o prochach.
Chcę tylko spokoju i ciszy.
Oczywiście, nie pomagają mi w tym sąsiadki. Jedna z nich jest szczególnie hałaśliwa, a ściany są strasznie cienkie. Dziewczyna drze się dosłownie jak ora…
Jedna część mnie wymaga od siebie zrobienia czegoś w rodzaju podsumowania. Napisania skrótowej wersji wydarzeń, które nastąpiły, gdy nie publikowałam nic na blogu. Druga jednak twierdzi, że  szczerze to pierdoli i na razie chyba jej się posłucham.

Wyszłam ze szpitala. Lekarze chcieli mnie trzymać dłużej, ale serdecznie podziękowałam im za współprace. Po tym pobycie czuję się marnie, jednak, mimo wszystko, mniej marnie, niż gdy pierwszy raz trafiłam do tej psychopuchy. Ostatecznie, zdiagnozowano u mnie spektrum chad i parę innych ciekawostek. Jestem faszerowana bardzo fajnym lekiem, który w przyszłości może mi rozwalić nery lub spowodować niedoczynność tarczycy (która nawiasem daje objawy podobne jak przy depresji). Muszę kontrolować poziom litu we krwi, bo gdy będzie on za wysoki... istnieje ryzyko, że się przekręcę. Aleeeeeee.. za to nie będę mieć opryszczki.

Dobry deal, nie?

Na razie leczenie jest znośne. Zobaczymy, co będzie dalej.

Oficjalnie w papierach mam wpisanego chada. Jak się z …

Szczerze... 28 października 2017 r. (http://wh-killjoy.blog.pl/)

Odkąd wyrzucili mnie ze szpitala nie wiem zbytnio, gdzie się podziać.
Mam wrócić na oddział 7 listopada.
W „międzyczasie” jest pusto, nijako. Niby coś z zewnątrz się dzieje – odwiedzam starych znajomych. Chodzimy razem na piwo (pije bezalkoholowe – szał macicy i fajerwerki), plotkujemy, oglądamy filmy. Wpadłam też w końcu do dentysty… Btw. czy Wy też nienawidzicie sytuacji, gdy lekarz zaczyna rozmawiać z Wami po zabiegu, kiedy macie jeszcze znieczuloną szczenę? „Tłak, młogę plyjść we wtołek, dziękłuję”. Osobiście, czuje się wtedy jak debil.
Mam wpaść do Sopotu 31 na pogawędkę ze starą terapeutką (chodziłam do niej, zanim trafiłam do szpitala).
Moje kłaki wpadły pod kosiarę – i tak wypadały garściami. Fryzjerka poradziła mi, bym zaczęła łykać skrzyp, czy inne zielsko.
W moim wnętrzu jednak nic się nie zmieniło. Odnoszę wrażenie, że jest w nim tylko większy rozpierdziel po terapii w szpitalu. To była mocna rzecz. Ogólnie, kiedy widzę znajome twarze czuje się znacznie lepiej, ale daje mi to t…

Gott mit uns, lorafen fur alle! 21 października 2017 r. (http://wh-killjoy.blog.pl/)

W ciągu ostatnich kilku tygodni, poczyniłam kilka interesujących spostrzeżeń:
- gdy pierdolniesz z pięści w ścianę i coś zacznie ci chrupać w kłykciu najlepszą metodą leczenia jest powtórne pieprznięcie w mur (ręka nówka sztuka, prawie nie śmigana),
- wpieprzanie benzo znalezionych w kiblu to bardzo zły pomysł,
- środki przeciwbólowe i Nanami Chan smakują najlepiej o 5 nad ranem,
- dieta szpitalna sprawia, że figura Chodakowskiej robi się sama,
- zmuszanie się do picia super, free sugar, pro vegan, eko soczku ze względu na zdrowie nie sprawi, że przestanie on smakować jak wyciąg ze zmywaka,
- mniej włosów to mniej kłopotów,
- zdrowym ludziom pobiera się krew za pomocą igły do kolczykowania bydła,
- w głębi ducha jestem naprawdę spokojną i stabilną emocjonalnie osobą. Pobyt w psychopuszce zaliczam do bardzo ciekawych doświadczeń życiowych. Niestety, po raz kolejny przeszłam samą siebie i przekonałam się, że nawet z takiego miejsca można człowieka wyrzucić. Dostałam jednak kolejną szansę -
wrac…

Baterie Duracella, 2 listopada 2017 r. (http://wh-killjoy.blog.pl/)

Zawsze, gdy jest mi źle przypomina mi się taka stara reklama Duracella (lokowanie produktu, Killjoy dostanie za to gruby hajzzz), którą za dzieciaka lubiłam oglądać w TV. Poprawiała mi wtedy nastrój. Dziś jest dobrą metaforą do tego jak się aktualnie się czuje. Chodziło w niej o to, że pluszowe zabawki, w kształcie królików, napędzane przez baterię w plecach, uczestniczyły w maratonie. Wiadomo, te z akumulatorkami, których nie fundowała konkretna firma szybko odpadały. Kiedy energia im się kończyła zaliczały widowiskową glebę w piachu (wyścig odbywał się na pustyni). Bawiły mnie wtedy ich wykrzywione mordki. Ostatecznie, tylko jeden kicak docierał do mety… Dziś, czuję się jak jeden z takich króliczków-przegrywów… Mam wrażenie, że moja bateria jest za słaba, by biec dalej. Ba, że całkowicie ją ze mnie wyciągnięto.
I nawet nie wyglądam zabawnie.
(To znaczy pewnie tak, ale to już rozrywka dla chorych zwyroli).
Idę w przyszłym miesiącu.
Mam już skierowanie i zaklepane miejsce na oddziale.
Będ…

Baby, did you forget to take your meds?, 15 sierpnia 2017 r. (http://wh-killjoy.blog.pl/)

Nie będę ukrywać – jest źle. Poziom chujni przebił stratosferę. Terapeuta usilnie namawia mnie na pobyt w szpitalu, a ja siedzę w swoich okopach i wyciągam flagę z napisem: „Żywcem mnie nie weźmiecie!!!” Tak to jest, gdy się człowiek za bardzo otworzy…
- Ma pani bardzo sprecyzowane plany samobójcze, a to jest baaardzo niepokojące.
W poniedziałek stwierdziła, że ciało wysyła mi sygnały o skrajnym zajechaniu, a ja je systematycznie ignoruje, co może się bardzo źle dla mnie skończyć.
Mam totalny kociokwik w głowie.
Ostatecznie ustaliłyśmy, że spróbuje jeszcze tydzień ze sobą powalczyć – zobaczę, co mi z tego wyniknie, a potem zastanowimy się wspólnie, co dalej. uda mi się
kiedys musi